Diablo 3


    Mnich

    Działy gier » Diablo 3 » Przedpremierowe
    Dodał: Shar
    Utworzono: 21.07.2010
    Aktualizacja: 21.07.2010

    Rozpoczął się ostatni tydzień jesieni, w powietrzu nad Ivgorodem można było poczuć pierwsze oznaki zbliżającego się mrozu. Kiedy słońce skryło się za horyzontem i powoli nastawała noc, wdzięczny byłem za to, że w pobliżu znajdowała się tawerna, a ja skierowałem się w jej stronę. W środku od razu poczułem pewne napięcie. Pomimo późnej godziny pomieszczenie nie było przeludnione, znajdowały się jedynie niewielkie grupki osób, stłoczone przy stołach porozstawianych po kątach. Ławy na środku sali stały niemalże puste. Zasiadał tam jeden człowiek. Ów osobnik zdawał się nie zważać na zimno. Jego strój wyglądał jak ubiór żebraka. Ciało owinięte miał kawałkiem pomarańczowego materiału, pozostawiając połowę klatki piersiowej odsłoniętą. Na jego grubym karku wisiał wieniec z dużych drewnianych koralików. Głowę miał całkowicie ogoloną, w przeciwieństwie do długiej i krzaczastej brody. Dopiero gdy zauważyłem tatuaż na czole w postaci czerwonych kropek, z których jedna jest większa od drugiej, dotarło do mnie, kim on był. Jak każdy badacz kultur tego świata, powinienem był uświadomić sobie, że ten człowiek jest jednym z mnichów Ivgorad - skrytych i pustelniczych świętych wojowników krainy. Słyszałem wiele niesamowitych historii o nich: opowiadań, które bez wątpienia były na wiele sposobów upiększane. Niektóre z nich mówią o tym, że skóra tych wojowników jest twarda niczym żelazo - niewrażliwa na ostrze miecza i groty strzał - a ich pięści są w stanie skruszyć skałę z łatwością równą złamaniu gałązki. Choć skromny człowiek, siedzący przede mną, nie przypominał postaci, o której to czytałem i słyszałem w legendach, podszedłem do niego z niezwykłą ostrożnością i spocząłem na ławie na wprost niego, aby moc mu się lepiej przyjrzeć Wezwał mnie krótkim skinieniem dłoni.

    - Wreszcie przyszedł odważny człowiek, który nie boi się usiąść obok mnie. Podejdź, przyjacielu.

    Wprawdzie postawiono przede mną jedzenie, ale przestałem odczuwać głód - całą swą uwagę skupiłem na spisywaniu szczegółów, dotyczących życia mnicha. Opowiedział mi o swojej wierze w istnienie tysiąca jeden bogów, wierzył iż owych bogów można znaleźć we wszystkim: ogniu w palenisku, wodzie w rzece i powietrzu, którym oddychamy. Było to ciekawe opowiadanie, ale każdy rozsądny człowiek, taki jak ja, szydzi z religijnego spojrzenia na świat, twierdząc, że to niewiele więcej niż przesąd. Dalej opisywał swój psychiczny i fizyczny trening, niekończącą się misję ćwiczenia umysłu i ciała na narzędzie świętej sprawiedliwości. Zastanawiam się jednak, po co tysiącu jeden bogom śmiertelnik do realizacji ich woli. Kiedy zapytałem go, dlaczego nie nosi miecza lub jakiejkolwiek innej broni, odpowiedział po prostu:

    - Moje ciało jest mą bronią - następnie podniósł dłoń i klepnął się nią w czoło, dodając - Jak i mój umysł.

    Co dość niespodziewane, miałem być świadkiem pokazu jego mistrzostwa.

    Grupa mężczyzn podeszła do naszego stolika. Zrzuciła moją książkę na podłogę i odepchnęła mnie, po czym wyciągnęła noże i skierowała je ku postaci mnicha. Skryłem się pod stołem, zdając sobie sprawę z tego, co za chwilę miało się wydarzyć. Zobaczyłem, jak na jakiś niewidzialny sygnał wszyscy zaatakowali.

    Mnich, nie wstawszy z miejsca, sparował atak pierwszego agresora - chwycił go za nadgarstek i przerzucił przez ramię na stół. Prędkość kontrataku wprawiła mężczyzn w chwilowe oszołomienie. Wydawało się, że nasi goście nie spodziewali się takiego obrotu wydarzeń. Kiedy stali zupełnie zaskoczeni, ten w końcu wstał.

    A następnie wybuchł chaos.

    Mnich wydawał się przekształcić w tętniący przepływ energii. Ani jeden atak nie był w stanie go zaskoczyć, wszystkie blokował bez najmniejszego wysiłku. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś walczył rękoma i nogami w taki sam sposób jak on. Oczywiście, w swoim czasie widziałem wiele pijackich bójek, ale to było coś zupełnie innego. Podczas każdego z uderzeń świętego wojownika rozchodził się odgłos łamanych kości, który mieszał się z czymś, w co nie mogłem uwierzyć - mnich śmiał się podczas walki. W końcu pozostał już tylko jeden napastnik.

    Ostatni agresor chwycił krzesło i rzucił je w stronę zakonnika. Ten zamachnął ręką w przód i uderzył w nie. Dębowy mebel nie miał szans w starciu z jego pięścią, roztrzaskane odłamki upadły na ziemię.

    - Nie zwiedziesz mnie, demonie - odparł mnich. Wyciągnął ręce przed siebie i zaczął inkantację. Aura białego światła pojawiła się wokół jego głowy, stawała się coraz większa oraz intensywniejsza, aż w końcu całkowicie spowiła ciało mnicha. Ryknął, a światło wystrzeliło na zewnątrz. Gdy na swej drodze natrafiło na przeciwnika, pochłonęło go. Jego skóra zaczęła się złuszczać, odsłaniając czerwonoskórego demona. Następnie błysk wyrzucił piekielne stworzenie przez drzwi karczmy.

    Mnich ruszył do przodu. Jego poszczególne ruchy były zbyt szybkie, abym mógł je rozróżnić. Zdawało się, że siedem postaci atakowało demona ze wszystkich stron. Potwór w końcu zachwiał się i potknął. Ten z kolei złapał go za kark i z uśmiechem na ustach odciągnął wolną rękę do tyłu, która zaczęła się skrzyć pod wpływem energii. Wysunął dłoń do przodu, a kiedy uderzyła bestię, jej ciało eksplodowało: mięśnie, skóra i kości oderwały się od siebie, a zapach spalonych zwłok wypełnił powietrze.

    Nie uwierzyłbym w to, co się wydarzyło, gdybym nie ujrzał wszystkiego na własne oczy. Wydaje się, że wszystkie historie o niezrównanych wojownikach z Ivgoradu nie są aż tak wyolbrzymione, jak kiedyś uważałem.

    Autor: Abd al-Hazir
    Źródło: http://us.blizzard.com/diablo3/




    Komentarze

    Ten artykuł skomentowano 0 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.




    Ten artykuł skomentowano 0 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.


    Pseudonim
    E-mail
    Treść Dostępne tagi: [cytat][/cytat], [url=http://][/url]
    Przepisz poprawnie podane słowa mnustwo orkuw