Felietony


    Bohaterowie ekranizacji, których widzę inaczej

    Literatura » Felietony » Felietony
    Autor: Serenity
    Utworzono: 08.08.2015
    Aktualizacja: 12.08.2015

    Czasami zdarza się tak, że oglądając ekranizację książki, którą przeczytaliście, stwierdzacie – „Hej! Oni nie powinni tak wyglądać!” albo „Nie tak sobie ich wyobrażałem/wyobrażałam!”. Takie myśli popchnęły mnie do napisania niniejszego tekstu. Bardzo chętnie poznam również wasze opinie na temat bohaterów, których oczami wyobraźni widzieliście inaczej niż pokazali to filmowcy.
     

    MINERVA MCGONAGALL (SERIA HARRY POTTER)

    Maggie Smith zagrała swoją rolę bardzo dobrze, co nie zmienia faktu, że jej postać wyobrażam sobie inaczej
    Wszyscy spodziewaliście się pewnie pojawienia się tutaj Severusa Snape’a, prawda? Tymczasem ja mimo, że Smarkerusa wyobrażałam sobie w trakcie lektury nieco inaczej, to Alan Rickman tak bardzo mnie kupił, że nie widzę nikogo innego w tej roli. Moje największe wątpliwości wzbudzała zawsze jednak Maggie Smith jako Minerva McGonagall.
     
    Nie mam nic do samej aktorki, bo zagrała wspaniale, aczkolwiek w moich wyobrażeniach profesor od transmutacji była nieco młodsza i nieco mniej pomarszczona. Mimo tego, że była opisywana jako dość sztywna, staromodna i koszmarnie ubrana (ach, ten szlafrok w kratę), z włosami upiętymi w ciasny kok, to wyobrażałam sobie ją jako typową starą pannę w raczej wieku średnim (tak około 45+). Twarz miała gładszą i siwych włosów jakby nieco mniej. Zresztą, warto zwrócić uwagę na materiał źródłowy, czyli książki o Harrym Potterze. McGonagall przy pierwszym spotkaniu opisywana jest jako wysoka, czarnowłosa czarownica w szmaragdowozielonej szacie. Miała srogą twarz...[1]. Wiek McGonagall nie został bliżej sprecyzowany, choć niektórzy wyznaczają jej datę urodzenia na 1935 r[2] - w Kamieniu Filozoficznym miała by około 55 lat, a jako że czarodzieje starzeją się wolniej – moje wyobrażenie niekoniecznie musiałoby być niezgodne z intencją Rowling.
     
    W ogóle mam straszne problemy z aktorami w Harrym Potterze. Może nie z postaciami głównymi, ale na przykład Cedrika Diggory’ego widziałam zupełnie inaczej (i do tej pory nie mogę patrzeć na Pattisona jako Cedrika z tymi czerwonymi plamami na policzkach, och, panowie reżyserowie, coście zrobili mojemu ulubieńcowi?). Robert Pattison ani nie ma prostego nosa, ani do najprzystojniejszych nie należy, a takim opisywała go Rowling[3].  Syriusza też wyobrażałam sobie w nieco inny sposób, zaś Wiktor Krum na pewno nie był w żaden sposób przystojny – do każdego z nich (namiotów) przymocowany był plakat jakiegoś gbura z gęstymi czarnymi brwiami[4], a jak Harry zauważył na finale mistrzostw w quidditchu Wiktor Krum był chudy, o ziemistej cerze, miał długo zakrzywiony nos i gęste czarne brwi[5]. Dodatkowo Bułgar na ziemi utracił wiele ze zgrabności i zwinności, którymi odznaczał się na miotle: miał kaczkowaty chód i okropnie się garbił[6].
     

    ELROND PÓŁELF (WŁADCA PIERŚCIENI/HOBBIT)

    Weavingowi daleko do mojego wyobrażenia o Elrondzie
    Z elfami z ekranizacji Władcy Pierścieni i Hobbita mam podobny problem. Zacznijmy może od tego, że we Władcy niewielu z nich wyglądało na elfów, spójrzcie chociażby na tych panów: Haldir (twarz okrąglutka), Figwit (końska pociągła twarz), albo Legolasie (zawsze widziałam go z ciemnymi włosami, blondynka jakoś przełknęłam, aczkolwiek to chyba tylko i wyłącznie poprzez czar Orlando Blooma), czy właśnie Elrond (strasznie widać po Hugo Weavingu cień zarostu) .
     
    Hugo stworzył Elronda, z którym nie mogłam się pogodzić, chociażby z powodu jego wyglądu. Przykro mi to mówić, ale Weaving nie wygląda mi na osobnika bezwiekowego (choć raczej o urodzie młodzieńca, bo dla mnie elfy są wiecznie młode) i jednocześnie mądrego mądrością wieków. Nie, nie, nie. Zdecydowanie lepiej wyszła chłopcom z Wety charakteryzacja Weavinga do Hobbita, chociaż nadal wyobrażam sobie go bardziej w  stylu i bliżej właśnie wyglądu pana Lindira[7].
     

    GERALT Z RIVII (WIEDŹMIN)

    Michał Żebrowski wygląda dla mnie jak Skrzetuski, tylko że z białym włosem.
    O samym filmie nie usłyszycie ode mnie ani słowa, należałoby jednak poruszyć temat tego, jak bardzo mój wyobrażony Geralt rozminął się z Geraltem, ekhem, filmowym. W ogóle tak koszmarnie dobranej obsady to  nie widziałam dawno (Grażynę Wolszczak jako Yennefer jeszcze lubię, ale Zbigniew Zamachowski jako Jaskier jest koszmarną pomyłką).
     
    Mój Geralt zawsze miał ostrzejsze rysy, wyraźne kości policzkowe, twarz samą w sobie dość szczupłą, można by powiedzieć, że wychudłą (wiadomo, przy takiej pracy raczej nie odżywia się zbyt regularnie). Poza tym, Żebrowski nie wygląda na człowieka, którego nie wpuszczą do dobrej karczmy z powodu oblicza rasowego zabijaki. Bardziej pod tym względem zadowolił mnie Geralt z serii gier w produkcji CD Projectu, aczkolwiek i tak idealnym wiedźminem byłby Mads Mikkelsen w takim wydaniu. I jeżeli ktoś będzie robił w przyszłości film na motywach sagi Sapkowskiego to powinien obsadzić w głównej roli właśnie Mikkelsena. 
     

    CARRIE WHITE (CARRIE)

    Chloe Moretz to klasyczne brzydkie kaczątko
    To przypadek szczególny – oglądałam obie ekranizacje tej książki Kinga i w przypadku tej starszej moje wyobrażenie bardzo się pokrywa z tym, co zaprezentowali twórcy. Rozminięcie się nastąpiło przy remake’u.
     
    Carrie pozostanie zawsze dla mnie brzydką nastolatką, może trochę z powodu zaniedbania, aczkolwiek wybór jej na królową balu był tylko ponurym żartem (zwłaszcza, że jej sukienka też nie była jakąś wystrzałową kreacją). W produkcji z 1976 roku twórcy wybrali do tej roli Sissy Spacek i trafili idealnie – tamta Carrie ma w sobie coś niepokojącego, zaś jej specyficzna uroda (pociągła twarz, naprawdę duże ilości piegów) jeszcze potęgują to wrażenie.

    Carrie z remake’u do brzydkich nie należy – ubiera się po prostu niemodnie (co według niektórych twórców jest sposobem na pokazanie brzydkiej osoby), jest trochę taką zahukaną pięknością, która ma szansę rozwinąć się z brzydkiego kaczątka w łabędzia. Mamy więc tutaj klasyczny przykład dobrania ładnej aktorki do roli brzyduli, co całkowicie kłóci się z moim wyobrażeniem o tej postaci. 
     

    CHRISTIAN GREY (50 TWARZY GREYA)

    Jamie Dornan w swojej roli jest idealnie nijaki - puste spojrzenie, nieco niechlujny wygląd
    Pan Grey pojawia się w tym zestawieniu nieprzypadkowo – choć nie jest bohaterem powieści fantastycznej, to jednak powiązania z fantastyką ma. Może część z was to wie, ale „50 twarzy Greya” pierwotnie powstało jako erotyczne fanfiction do „Zmierzchu”. Stąd jego obecność w tym zestawieniu.

    Książki El James w sumie do końca nie doczytałam (bo to była zła lektura), aczkolwiek wyrobiłam sobie pewne wyobrażenie co do wyglądu pana Greya. Na pewno nie był to biedny i bezbarwny Jamie Dornan, któremu ani nie pasuje garnitur (serio, albo filmowcy nie bardzo potrafili gościa ubrać, albo nie nadaje się on do garnituru) ani nie wygląda na wielkiego biznesmana. Dodatkowo brak mu aury tajemniczości, jaka powinna towarzyszyć osobie prowadzącej właściwie podwójne życie – dla opinii publicznej w sumie niewyróżniającego się biznesmana, który dopiero za zamkniętymi drzwiami pokazuje swoje prawdziwe, drapieżne oblicze.
     
    Teraz pewnie się zaśmiejecie, bo w roli Greya obsadziłabym… Batmana! Znaczy może nie Batmana, a Bruce’a Wayne’a w wydaniu Christiana Bale’a. Jest po prostu idealnym biznesmanem, uroczo wyglądając zarówno w stroju formalnym, jak i t-shircie, przez co świetnie nadaje się do grania właściciela wielkiej fortuny o podwójnym życiu. No i ma ten błysk w oku, który tak bardzo pasuje do tajemniczego amanta.

    A jakich bohaterów wy widzicie inaczej?


    [1]  J.K.Rowling „Harry Potter i Kamień filozoficzny”, Poznań 2000, s.122.
    [2]  Wynikać ma to z biogramu, który J.K. Rowling umieściła na stronie Pottermore.com.
    [3]  J.K.Rowling „Harry Potter i Czara Ognia”, Poznań 2001, s. 313: „Wyjątkowo przystojny, z prostym nosem, ciemnymi włosami i szarymi oczami – nie wiadomo kto w tych dniach budził większy zachwyt, on czy Krum”.
    [4]   Tamże, s. 92.
    [5]   Tamże, s. 116
    [6]   Tamże, s. 126
    [7]   Tak na marginesie muszę dodać, że Figwit z Władcy Pierścienia i Lindir z Hobbitów to ten sam aktor – Bret McKenzie przez te dziewięć lat od premiery Powrotu Króla zmienił się nie do poznania. 



    Komentarze

    Ten artykuł skomentowano 3 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.


      
     

    Obywatel Insimilionu | Komentarzy: 122
    Temat: Ten felieton to jedna z naj...
    Dodany: 08.08.2015 o 16:14  

    Ten felieton to jedna z najlepszych rzeczy która jest na Insi. Super tekst, Serenity!

    Dedene
     

    Wędrowiec
    Temat: W sumie to McGonagal były ...
    Dodany: 08.08.2015 o 20:09  

    W sumie to McGonagal były 2 wersje- ta pierwsza to chyba filmy 1-3 w której wyglądała jak stereotypowa wiedźma w wyszukanej szacie, ale w dalszych częściach już było z nią duża lepiej :D Tak samo z Dumbledorem ale chyba to było tak że aktor umarł, ale ta zmiana wyszła na dobre

      
     

    Obywatelka Insimilionu | Komentarzy: 58
    Temat: McGonagall od samego począ...
    Dodany: 09.08.2015 o 17:22  

    McGonagall od samego początku grana jest przez jedną i tę samą osobę 0 Maggie Smithe. Zmiana aktora grającego Dumbledore'a i nieco stylistyki jego postaci wiązała się ze śmiercią pierwszego odtwórcy tej roli Richarda Harrisa. Po prostu wizja postaci, którą stworzono dla pierwszego Dumbledore'a nie pasowała do nowego odtwórcy tej roli - Michaela Gambona. Poza tym tak naprawdę od Wieźnia Azkabanu zmienia się mocno cała stylistyka całego filmowego uniwersum Pottera, bo rezygnują z użytej tam gamy kolorystycznej.



    Ten artykuł skomentowano 3 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.


    Pseudonim
    E-mail
    Treść Dostępne tagi: [cytat][/cytat], [url=http://][/url]
    Przepisz poprawnie podane słowa mnustwo orkuw