Felietony


    Popularność a jakość, czyli o Legendzie Drizzta

    Literatura » Felietony » Felietony
    Autor: Tae
    Utworzono: 29.11.2008
    Aktualizacja: 22.09.2011

    Oto Podmrok - podziemna kraina Faerunu. Zamieszkana jest przez najdziwniejsze stworzenia, od jaszczurów, poprzez hakowe poczwary, po drowy – istoty przesiąknięte złem, nieznające znaczenia słowa "litość", dla których wyraz "miłość" ma jedynie cielesny wymiar. To właśnie tutaj w dniu wojny między domami Do’Urden i DeVir w mieście Menzoberranzan spod pióra R.A. Salvatore’a przychodzi na świat lawendowooki (co niezwykłe u tej rasy, obdarzonej zazwyczaj czerwoną barwą tęczówek) drow – Drizzt Do’Urden.

    Czy znajdzie się wędrowiec, który nigdy o nim nie słyszał? Szczerze w to wątpię. Zapomniane Krainy to świat zapewne dobrze znany odwiedzającym Twierdzę Insimilion poszukiwaczom przygód, a to za sprawą takich gier, jak Baldur’s Gate czy Icewind Dale. Nawet tutaj można się spotkać z postacią Drizzta. To najpopularniejszy mroczny elf w całym Faerunie - elf, który po latach spędzonych wśród bezdusznych rodaków zrozumiał, że do nich nie pasuje. I chociaż czekała go sława najlepszego fechtmistrza w mieście, porzucił swoją ojczyznę w imię wyższych wartości, takich jak miłość, przyjaźń czy lojalność, dotychczas znanych mu tylko z relacji ze swoim ojcem i nauczycielem, Zaknafeinem. A pewnego dnia przyszedł czas, by na dobre pożegnać się z Podmrokiem. Drizzt Do’Urden postanowił szukać szczęścia na powierzchni. Samotnych włóczęgów spotykamy co prawda na co dzień, ale żaden z nich nie różni się od wszystkich aż tak bardzo, jak ów drow-renegat. Przecież ludzie szepcą między sobą i znikają z pola widzenia, gdy tylko zobaczą jego czarną skórę oraz białe włosy. Czy ten odszczepieniec sobie poradzi? Czy nie złamie się pod naciskiem okazywanej przez naziemców nietolerancji? Tego nie wiadomo...

    Ależ to patetycznie zabrzmiało, prawda? Trudno powiedzieć, czy to jeszcze sztuka, czy już szmira. W tym momencie przechodzimy do meritum – Salvatore przez miliony czytelników na całym świecie jest uważany za genialnego autora, lecz może raczej należy go nazwać przeciętnym, żeby nie powiedzieć kiepskim pisarczykiem, któremu etykietę mistrza przykleiła popularność?

    Spotykam się z różnymi opiniami na temat tego twórcy, mniej lub bardziej obiektywnymi. Jedni nie mogą się go nachwalić, drudzy nazywają niegodnym uwagi pisarzem z bożej łaski. Osobiście lubię czytać jego książki, podobają mi się one. Kolejne części Legendy Drizzta połykałam w dwa, góra trzy dni, a czasem nawet w jeden. Istnieje jednak różnica pomiędzy "przepadać za czymś" a "nie widzieć wad". Wcale nie uważam Salvatore’a za twórcę doskonałego, wręcz przeciwnie – za autora dla mas. Owszem, musi mieć "to coś", skoro przyciągnął do swoich powieści tylu ludzi, lecz jego twórczość nie jest pozbawiona mankamentów, o czym poniżej.

    Jeśli chodzi o język – nie można powiedzieć, że jest kwiecisty, wyszukany. Salvatore unika nadmiaru opisów i epitetów. Wyjątek stanowią relacje z walk – są szczegółowe aż do bólu. Czy się to spodoba, czy nie, jest kwestią gustu. Dla jednych to wada, gdyż twierdzą, że wyżej wymienione środki stylistyczne dodają książkom wiele uroku, zaś ich brak jest niewybaczalny. Są jednak także ludzie – a wśród nich ja (ale przyznam, że brakowało mi trochę archaizmów i klimatu, który one stwarzają i z jakimi można się spotkać chociażby w dziełach Sapkowskiego) – preferujący właśnie taki styl. Nudzą ich szczegółowe deskrypcje wyglądu jakiejś wioski, bo w końcu czy to ważne, jak wyglądał każdy kąt otoczenia, które Drizzt Do’Urden uratował przed splądrowaniem przez orków?

    A właśnie... Wielu, usłyszawszy o "potworze z sercem" (takim wyrażeniem posłużył się M. W. Stover w przedmowie "Wygnania") z pewnością bez wahania powiedziałaby – chłam! Bardziej trywialnego motywu nie dało się wymyśleć. Cóż, trzeba się zgodzić. Dobry degenerat, że pozwolę sobie w ten sposób określić rasę mrocznych elfów, to osobnik nadający się co najwyżej do baśni, ale nie do porządnej książki. Drizzt to mocno przesadzona persona – w mieście bezlitosnych drowów poznał wszystkie obce im uczucia. Do tego jest niepokonany, w pojedynkę radzi sobie z hordami potworów. Ktoś mógłby rzec, że przecież zwyczajny mroczny elf nie mógłby zostać bohaterem takiej powieści, gdyż nie miałoby to sensu. Racja, ale wszystko ma swoje granice. Nawet najbardziej niezwykła persona powinna być realnie wykreowana, a o Do’Urdenie nie można tego powiedzieć. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że ślepy łucznik i drow we dwójkę poradzili sobie z armią orków. Spójrzmy prawdzie w oczy - pan Salvatore nie dokonał niczego ciekawego, jeśli chodzi o kreowanie postaci.

    Zaś grzechem, jaki popełniał od napisania "Kryształowego Reliktu", i którego mu nie wybaczę, mimo że przygody Drizzta poznawałam z niezmienną przyjemnością, jest przewidywalność – i to do bólu. Nie ma nic gorszego niż, będąc w połowie książki, trafnie domyśleć się, jakie będzie zakończenie. A to, niestety, zdarzyło mi się klika razy przy czytaniu kolejnych tomów.

    Oj, to "przygody Drizzta" zabrzmiało jak zapowiedź dobranocki... Ale żadne inne określenie nie przychodzi mi do głowy – "Legenda Drizzta" opiera się głównie na epizodach z życia mrocznego elfa, przeplatanych jego rozmyślaniami, jego rozterkami... Wszystko dotyczy jego! Autor za bardzo skupia się na głównej postaci, role innych są zbytnio ograniczone, przez co stały się jakby wyblakłe, nie zwraca się na nie większej uwagi. Jeden bohater został postawiony prawie na równi z mrocznym elfem – skrytobójca Artemis Entreri. Jest to godny uwagi wyjątek, postać nieprzewidywalna, tajemnicza, w związku z czym niezwykle zajmująca. Fragmenty, w których występował, czytałam z olbrzymim zainteresowaniem. W "Legendzie" udało się zaistnieć na tle Drizzta jeszcze jednej osobie – jest nią drowi najemnik Jarlaxle Baenre. Został wykreowany po mistrzowsku, a z zabójcą Entrerim tworzy zgrany duet zgodnych charakterów. Nie ma jednak co słodzić autorowi – dwie drugoplanowe postacie to nic na tle wielu innych, które mogłyby być równie ciekawe, gdyby tylko Salvatore odrobinę się wysilił.

    W Polsce ukazało się pięć części Legendy Drizzta - Trylogia Mrocznego Elfa, Trylogia Doliny Lodowego Wichru, Dziedzictwo Mrocznego Elfa, Ścieżki Mroku, Trylogia Klingi Łowcy. Pierwsza reprezentuje sobą najlepszy poziom – tu Salvatore’owi udało się uniknąć wyżej wspomnianego, niewybaczalnego grzechu, być może wpłynęła na to kolejność tworzenia dzieł – co prawda chronologicznie to właśnie w tej zaczyna się cała historia, ale tak naprawdę była pisana jako druga. Nawrócenie nie trwało jednak długo - dwa pierwsze tomy kolejnej części trzymają jeszcze jako taki poziom, zaś później jest już tylko gorzej, że nie wspomnę o zakończeniu – bardziej szablonowego nie dało się wymyśleć. W USA ukazały się także dwa tomy części Transitions (Zmiany) - The Orc King i The Pirate King, a w przyszłym roku wyjdzie następny, The Ghost King.

    Podsumowując, "Legenda Drizzta" Salvatore’a jest skierowana tylko do niewymagających czytelników i jedynie takim je polecam – gdyż jedynie takim nie będą przeszkadzać wyżej wymienione wady. Zaliczam się do takowych i mogę powiedzieć – gusta są różne. Jedni oczekują od książek więcej, a drudzy mniej i nikt im nie zabroni zachwycać się R. A., a właściwie Bobem Salvatorem. Powyższy tekst był jedynie obiektywnym spojrzeniem na jego twórczość.




    Komentarze

    Ten artykuł skomentowano 10 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.


    TomBombadil
     

    Wędrowiec
    Temat: Subiektywnych(bo wyłącznie własnych) słów kilka.
    Dodany: 29.11.2008 o 15:40  

    "Powyższy tekst był jedynie obiektywnym spojrzeniem na jego twórczość". Więc twórca artykułu przeprowadził sondę? Na jaką skale że się tak cynicznie spytam? Książki Salvatorea czyta się zupełnie jak słynną na cały świat szeroki spuściznę pozostawioną przez Howarda. Szybko i jak najbardziej przyjemnie. Sięgam po te, ażeby odreagować od poważniejszej literatury, by zaczerpnąć kojącej beztroski.

     

    Obywatelka Insimilionu | Komentarzy: 17
    Temat: Obiektywizm to przedstawian...
    Dodany: 29.11.2008 o 15:58  

    Obiektywizm to przedstawianie i ocenianie czegoś w sposób zgodny ze stanem faktycznym, niezależnie od własnych opinii, uczuć i interesów, a nie badanie opinii czytelników, więc nie wiem, skąd żeś wytrzasnął to o ankiecie :P

      
     

    Radny | Komentarzy: 351
    Temat: Obiektywizm jest zjawiskiem...
    Dodany: 29.11.2008 o 18:24  

    Obiektywizm jest zjawiskiem w przyrodzie w ogóle nie istniejącym, więc można spokojnie przyjąć potoczne rozumienie tego słowa, że jest to przedstawianie problemu przy użyciu rzeczowych argumentów, a bez emocjonalnego podejścia ;]

      
     

    Mieszkaniec | Komentarzy: 3
    Temat: 110% Racji
    Dodany: 29.11.2008 o 21:39  

    Gdy zaczynałem swą przygodę z FR, moje początki oparte były o "Trylogię Doliny Lodowego Wichru" i "Trylogię Mrocznego Elfa". Pierwsza była dobra, druga - genialna. Zachęcony tym faktem sięgałem po kolejne ksiązki Salvatore, które niestety okazywały się raczej przeciętne i momentami (kiedyś nie uwierzył bym że napiszę coś takego) nudnawe. Kiedyś uwielbiałem Drizzta, za jego "fajność", z czasem zdałem sobie sprawę, że jest to postać coraz bardziej mnie irytująca. No bo mozna być potężnym, ale bez przesady. Drizzt to momentami nie drow, a jakiś pół-bóg. Wie wszystko, potrafi wszystko, zawsze ma rację. Sprawiło to że mimo iż nie straciłem sympatii do niego, to już nie jest moim numerem jeden wsród bohaterów FR. Stał się nim Artemis, którego Salvatore moim zdaniem stworzył trochę przypadkowo, co było dla tej postaci zbawienne w skutkach. Inna sprawa która zawsze mnie irytowała w twórczości Salvatore, to - jak również autorka artykułu zauwazyła - masakrycznie szczegółowe walki. No sorry ale nie interesuje mnie czy wojak wykonuje "pchnięcie lewoskrętne z podwójną fintą od lewej", czy"markowanie ciosu, połączone z przewrotem na plecy i gilaniem stóp przeciwnika". Przykłady te są oczywiscie wyssane z palaca ale mysle ze oddają trochę sposób opisywania walk przez Salvatore. Inna sprawa że mimo iż mam całkiem rozwinietą wyobraznie, to walk opisywanych przez niego nijak wyobrazić sobie nie potrafilem. Psuło mi to ogólną przyjemnosc z czytania jego ksiązek. Kończę ten trochę przydługawy koment, zaznaczając jednak że nie mialem zamiaru zbluzgac twórczosci Slavatore, a jedynie stwierdzic, że wcale taka doskonała ona nie jest (jak sądzi duzo fanów FR). A na sam koniec serdeczne dzieki dla autorki artykułu, szczególnie za to, że wyraziła to czego sam pewnie wyrazic bym sie nie odważył, i za to że nie jestem osamotniony w swych poglądach na temat książek Salvatore.

    TomBombadil
     

    Wędrowiec
    Temat: Dla autorki tekstu pierwsze...
    Dodany: 29.11.2008 o 23:47  

    Dla autorki tekstu pierwsze tomy są lepsze pod wieloma względami niźli następne. Są to jedynie jej i tylko jej odczucia mogące różnić się od tego, jak całą sagę o drowie szlachetnego serca postrzegam dla przykładu ja. Niepotrzebna dla niej szczegółowość walk dla mnie może stanowić o sile pióra Salwatorea. Obiektywne są ankiety które stanowią o ogóle opinii. A ten jest mniejszy lub większy zależnie od ilości ankietowanych.

     

    Obywatelka Insimilionu | Komentarzy: 17
    Temat: Po pierwsze - gdzie napisał...
    Dodany: 30.11.2008 o 13:54  

    Po pierwsze - gdzie napisałam, że to dla mnie Trylogia Mrocznego Elfa jest najlepsza? Przeczytaj tekst uważnie, to zobaczysz, że mnie wszystkie części Legendy podobały się jednakowo. Po drugie - ok, mnie nudzą szczegółowe opisy, ale przecież zaznaczyłam, że każdy może mieć inne odczucia i tę kwestię ciężko ocenić obiektywnie, a nawet się nie da, bo to już wyłącznie kwestia gustu. Po trzecie - przestań pisać o ankietach, bo obiektywizm =/= opinia ogółu i nic wspólnego z sondami nie ma. I na koniec - wczytaj się w ostatni akapit :)

    @Spider - akurat to o opisach walk podsunęła mi Oceansoul ^^ Ale dzięki :)

    S.
     

    Wędrowiec
    Temat: o-jo-joj! Autorka w zaparte...
    Dodany: 01.12.2008 o 11:59  

    o-jo-joj! Autorka w zaparte broni swych ewidentnych błędów, a wystarczy przyjrzeć się całości nie koniecznie dokładnie by zobaczyć ogrom błędów logicznych.
    Tae spójrz chociażby na to zdanie: "Dobry degenerat, że pozwolę sobie w ten sposób określić rasę mrocznych elfów, to osobnik nadający się co najwyżej do baśni, ale nie do porządnej książki." Ono ewidentnie odnosi się do wszystkich drowów, a co za tym idzie z niego wynika, iż wszystkie drowy do "dobrzy degeneraci".
    Czytając ten fragment: "Wszystko dotyczy jego! Autor za bardzo skupia się na głównej postaci, role innych są zbytnio ograniczone, przez co stały się jakby wyblakłe, nie zwraca się na nie większej uwagi." zacząłem się zastanawiać jak dobrze znane są Ci wszystkie tomy z cykli jakie wymieniłaś. Wyszepczę pewien tytuł: "Grzbiet świata" ;) Dodatkowo również w wielu ksiażkach inni bohaterowie dostają znaczącą część rozdziałów tylko dla nich (to jak Wulfgar walczył o przywództwo, historia osiadłości Regisa i jego przygody, etc).
    Zaś co do Artemisa i Jarlaxe'a to odeślę cię do "Najemnicy" w skład czego wchodzą dwa tytuły: "Sługa Reliktu" i "Obietnica Króla-Czarnoksiężnika".

    Na koniec podkreślę pewien fakt, o którym już było pisane. Stwierdzasz, iż całość jest obiektywna. Jeżeli chcesz by tekst był obiektywny unikaj stwierdzeń związanych z Twoim "ja". W tym tekście jest ich do groma, co świadczy o jego subiektywności. Ratunkiem tutaj nie są również stwierdzenia, że jedni go lubią, inni nie. Jednym podobają się opisy walk, drudzy tego nienawidzą. Stwierdzenia te są masłem maślanym tworzącym brzydkie tło, skoro nikogo nie cytujesz ;)

    Koniec końców zapragnę wyrazić jeszcze moje zdanie na temat owych opisów walk. Są dynamiczne, ciekawe i są dobrą lekcją dla początkujących, młodych pisarzy, którzy chcieli by opisywać starcia zarazem 1v1 jak i pełnych armii.

    Jednakże mimo innego zdania jakie prezentujesz przyznam, że Twój tekst czyta się przyjemnie, jest szybki i z polotem.

    Czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam.

     

    Obywatelka Insimilionu | Komentarzy: 17
    Temat: Hm, racja, faktycznie nie z...
    Dodany: 04.12.2008 o 10:13  

    Hm, racja, faktycznie nie zwróciłam uwagi na Wulfgara.

    No i faktycznie trochę niezrozumiałe jest to o dobrym degeneracie - miałam na myśli, że określam drowy jako degeneratów, ale dobrych odnosiło się już tylko do Drizzta ;)

      
     

    Mieszkaniec | Komentarzy: 3
    Temat: Jak dla mnie te książki są ...
    Dodany: 28.09.2009 o 18:42  

    Jak dla mnie te książki są super pozbawione jakichkolwiek wad...

     

    Mieszkaniec | Komentarzy: 1
    Temat: Z Drizztem miałam możliwość...
    Dodany: 18.11.2009 o 3:01  

    Z Drizztem miałam możliwość się spotkać po raz pierwszy kilka lat temu, kiedy to jeden z kolegów pożyczył mi 'Trylogię Mrocznego Elfa' w dłuuugą podróż. Nie będę ukrywać, iż mam bardzo mieszane odczucia odnośnie tych książek. Z jednej strony nie potrafiłam się powstrzymać, by nie przeczytać kolejnego akapitu i dosłownie pochłaniałam przygody Drizzta w przerażającym tempie, z drugiej zaś.. No właśnie, zacznijmy od tej gorszej części, by chociaż zakończyć pozytywnie.

    Od pierwszej strony aż do samiutkiego końca nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że zasób słownictwa użytego przez autora jest raczej ubogi. Jedynym wyjątkiem były opisy walk, o których mowa była już wcześniej. TomBombadil napisał, iż świadczą one o kunszcie autora. Nie mogę zgodzić się w tej dziedzinie. Dla mnie były one zdecydowanie zbyt specjalistyczne, a przez to ciężkie do wyobrażenia przez przeciętnego odbiorcę, i co za tym idzie, świadczące na niekorzyść autora. Doktor z dziedziny materiałoznawstwa, dla przykładu, nie będzie mieć problemu z napisaniem dwustronicowego wypracowania na temat wpływu magnezu na krystalizację siluminów, ale wytłumaczenie tego laikowi tak, by potrafił to sobie wyobrazić i pojąć, przedstawi mu już niejakie wyzwanie (porównanie nasunęło się samoistnie po lekturze książki jednego z moich profesorów ;). Przeszkadzała mi też odrobinę przewidywalność fabuły, brak epickiego rozmachu czy też miejscami brak realizmu, który moim zdaniem jest bardzo istotny nawet w świecie fantasy.

    Coś jednak nie pozwalało mi się oderwać.. Odniosłam ogólne wrażenie, że są to książki napisane lekko, z myślą o zabiciu jednego popołudnia, nie zaś roztrząsaniu problemów naszej marnej egzystencji. Jako takie spełniły swoją rolę znakomicie i jako takie mogę je uczciwie polecić. Drowy na swój dziwny, pokrętny sposób wciągnęły mnie do swego mrocznego świata, zaś głównego bohatera zwyczajnie polubiłam i na tym chyba polega niezwykły sukces trylogii, którą miałam okazję przeczytać.



    Ten artykuł skomentowano 10 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.


    Pseudonim
    E-mail
    Treść Dostępne tagi: [cytat][/cytat], [url=http://][/url]
    Przepisz poprawnie podane słowa mnustwo orkuw