Recenzje


    Batman i Superman. Wrogowie publiczni

    Literatura » Recenzje » Recenzje
    Autor: MK_Aziello
    Utworzono: 03.03.2016
    Aktualizacja: 03.03.2016

    Okładka Opis
    • Scenariusz:
    Jeph Loeb
    • Rysunki:
    Ed McGuinness, Dexter Vines
    • Tłumaczenie:
      Jakub Syty
    • Rok wydania
      2016
    • Wydawca:
      Egmont
    • ISBN:
      978-83-281-1613-9

    Batman i Superman to postacie których nie trzeba nikomu przedstawiać – Mroczny Rycerz Gotham i Ostatni Syn Kryptonu to marki, które wiecznie czekają na dalszą eksploatację. O ich wspólnych przygodach opowiadają niezliczone serie komiksowe; zarówno te starsze, jak i świeższe, wchodzące w skład tak zwane New 52. W ostatnich czasach swój renesans bohaterowie przeżywali również w produkcjach animowanych. Nie oszukujmy się jednak – z dużym prawdopodobieństwem główną motywacją skłaniającą Egmont do wydania komiksu Batman i Superman: Wrogowie publiczni jest premiera filmu Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości. Czy ponowne wypuszczenie na rynek tego właśnie komiksu okazało się dobrym posunięciem? 
     
    Wrogowie publiczni po raz pierwszy pojawili się w Polsce za sprawą wydawnictwa Dobry Komiks – wtedy też można było kupić historię zawartą w jednym tomie egmontowskiego wydania w trzech pojedynczych zeszytach. Oprócz tego wydania nie różnią się zbytnio między sobą, nie licząc dwóch stron koncepcyjnych artów zawartych na końcu „przedruku”. W czasie który dzielił daty publikacji dwóch wspomnianych wydań powstała również animacja ekranizująca komiks. Z tych właśnie względów historię opowiedzianą we Wrogach publicznych fani DC mogą doskonale znać. 
     
    Opowiada ona o planie Lexa Luthora na zniszczenie Supermana, w wyniku którego czytelnik staje się świadkiem współpracy dwóch wymienionych w tytule komiksu bohaterów. Nim dwie najbardziej ikoniczne postacie z wydawnictwa DC dotrą do celu, którym jest siedziba Luthora, czytelnik będzie miał okazję obserwować ich zmagania z rzeszami przeciwników, którzy staną im na drodze. 
     
    W tym krótkim opisie zawiera się w zasadzie cały pomysł na fabułę Wrogów publicznych. Pół biedy, gdyby była to fabuła dobra – niestety kuleje ona na każdym kroku. Oto bowiem Luthor (który w tym czasie piastuje stanowisko prezydenta USA) postanawia urządzić nagonkę na Supermana, motywując ją tym, że kometa stanowiąca resztki Kryptonu mknie w stronę Ziemi. Naturalnym jest to, że pokaźna nagroda przyciąga wielu łotrów – śmieszy natomiast fakt, że członkowie Ligii Sprawiedliwości przystają na podobny pomysł, usiłując skłonić Batmana i Supermana do współpracy… Siłą. Ni stąd ni zowąd Jeph Loeb (który przecież potrafi pisać dobre historie, co udowodnił w Na wszystkie pory roku czy Długim Halloween!) postanawia zapomnieć o wszelkich relacjach łączących bohaterów. Skutkiem tego obserwujemy Shazama, Hawkmena, Green Lanterna i mnóstwo innych postaci które walczą ze swoimi dawnymi przyjaciółmi tylko dlatego, że Luthor tak im kazał. Co jednak najgorsze brak logiki w postępowaniu odbija się także na Batmanie – w pewnym bowiem momencie Mroczny Rycerz stwierdza, że pozwoli Supermanowi zabić oponenta, jeśli tylko ten będzie miał na to ochotę… Co stoi w sprzeczności z charakterem i zasadami Bruce’a kreowanymi w kanonicznym uniwersum DC.
     
    Podkreślić trzeba jednak – są to poniekąd walki satysfakcjonujące. Ed McGuiness  w bardzo  dynamiczny sposób rozrysowuje poszczególne panele, często stosując przy tym całkiem kreatywne ujęcia, co sprawia, że walki (jak i cały komiks) wyglądają naprawdę nieźle… Nie licząc samych postaci. Pominąć należy takie szczegóły jak design ubioru (zarówno Superman jak i Batman nadal zakładają slipy na spodnie), jednak nie sposób przymknąć oka na muskulaturę postaci, która sprawia, że każdy heros wygląda tak samo: i nie ważne czy jest to speedster jak Flash, mistrz sztuk walki i akrobatyki jak Batman, czy typowy żołnierski mięśniak jak Atom. 
     
    Logiki i spójności akcji próżno jest również szukać poza samymi walkami. Szczególnie komicznym tego przykładem jest dialog, który pada w chwili, w której przybysz z przyszłości (będący późniejszą wersją jednego z bohaterów historii) najpierw oświadcza, że przybył by zabić swoją młodszą wersję… A potem opowiada jej o przyszłości, która ją czeka, jakby zakładał, że oponent jednak tej przyszłości dotrwa. W komiksie pojawia się również gigantyczny robot stanowiący połączenie Supermana i Batmana (całe szczęście jako rodzaj nieudanego wewnętrznego żartu); nie można jednak za żart uznać tego, iż za jego sterami siada postać, która nie potrzebowałaby żadnego statku, by spokojnie przetrwać w przestrzeni kosmicznej. 
     
    Komiks jako całość ratuje jednak pewien fakt: sposób, w jaki przedstawiona jest relacja łącząca Batmana i Supermana. Czytelnik ma szansę poznać myśli, które wypełniają ich głowy, często przedstawiając przy tym ich światopogląd na temat przyjaciół, wrogów czy miejsc. Nadaje to głównym bohaterom opowieści odrobinę głębi psychologicznej, która sprawia, że czas poświęcony na lekturę Wrogów publicznych nie jest czasem w zupełności straconym. 
     
    Ocena: 5/10 
     
    Wrogowie publiczni to do bólu sztampowy komiks peleryniarski, ze wszystkimi plusami i minusami charakterystycznymi dla podobnych opowieści; mimo to warto zapoznać się z nim z uwagi na poszerzony zarys psychologiczny głównych bohaterów oraz możliwość poznania ich myśli i uczuć. 

    Za komiks serdecznie dziękuję wydawnictwu Egmont.



    Komentarze

    Ten artykuł skomentowano 0 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.




    Ten artykuł skomentowano 0 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.


    Pseudonim
    E-mail
    Treść Dostępne tagi: [cytat][/cytat], [url=http://][/url]
    Przepisz poprawnie podane słowa mnustwo orkuw