Recenzje


    Pro Evolution Soccer 2016

    Gry wideo » Recenzje » Recenzje
    Autor: Ingmar
    Utworzono: 20.10.2015
    Aktualizacja: 20.10.2015


    Reprezentacja Polski w piłce nożnej przeszła przez eliminacje do Euro 2016. Przy okazji decydującego meczu z Irlandią emocje sięgnęły zenitu, by szybko przejść w fazę futbolowej euforii. To dobry czas, by po prostu cieszyć się grą i nieco pokopać ze znajomymi. Niestety, na kalendarzu mamy jesień, za oknem ciemno i zimno, a na wypad do hali zwykle trudno zebrać ekipę. Z pomocą przychodzą nam zatem nieocenione gry komputerowe. Dzisiaj zajmiemy się najnowszym PES-em, czyli jedną z lepszych odsłon tej serii w historii.

    Dwadzieścia lat wirtualnego futbolu

    Przygoda Konami z piłką nożną rozpoczęła się w 1995 roku od wydania Winning Eleven na PlayStation tylko na terenie Japonii. Nie będziemy za długo analizować prehistorii tego cyklu. Dość powiedzieć, że w 1996 roku odbyła się światowa premiera Goal Storma, którego miejsce w kolejnych latach zajął ISS Pro, by wreszcie w 2001 roku przekształcić się w Pro Evolution Soccer. Co ciekawe, w Japonii i na terenie Stanów Zjednoczonych gry chodziły pod inną numeracją i nazwą - jako “World Soccer / Winning Eleven”. Dopiero ostatnie lata przyniosły ujednolicenie i na całym świecie zapanował PES. Zapanował nad czym? Chodzi oczywiście o wirtualną symulację gry w piłkę nożną. To specyficzny rynek, w zasadzie możemy mówić, że w obiegu funkcjonuję jedynie dwie marki: albo jesteś za PES-em, albo za FIFĄ.

    Moja własna droga była chyba dość typowa. Zaczynałem jako fan FIFA 97 na starym, dobrym PlayStation. Mniej więcej w połowie pierwszej dekady obecnego wieku stwierdziłem, że wolę PES-a. Japończycy po prostu lepiej oddawali emocje futbolu: to były szybsze, ciekawsze i zdecydowanie przyjemniejsze gry. Potem seria złapała lekką zadyszkę, a może po prostu EA zaczął bardziej się starać, w każdym razie - na parę lat znowu wróciłem do FIFY. Teraz chyba przyszedł czas na kolejną zmianę, może nawet początek dłuższego trendu, bo PES 2016 to jedna z lepszych gier piłkarskich w historii. Zespół z Konami dopracował i doszlifował wysłużoną formułę, wprowadził serię niewielkich, ale istotnych poprawek i nagle się okazało, że powstała naprawdę udana produkcja. Trudno jednoznacznie zdefiniować na czym polega sukces nowego PES-a, ale to zdecydowanie dobra gra. Spróbujmy przeanalizować elementy składowe tej formuły.

    Odświeżona formuła

    Przede wszystkim PES 2016 to tytuł przyjemny i prosty, w dobrym znaczeniu tego słowa. Kontrola ruchu naszych zawodników cechuje się dużą płynnością, a sztuczna inteligencja współtowarzyszy na polu bitwy nie zawodzi. Wykonywanie podań jest satysfakcjonujące, z dużą łatwością znajdujemy dobre miejsca do strzału, a drybling w obronie też daje radę. To bardzo naturalny, intuicyjny model rozgrywki. Zestaw nowych animacji dobrze oddaje to, co dzieje się na boisku i nie przeszkadza w graniu, co czasem zdarzało się w zeszłorocznej odsłonie serii.

    Trzymając się wątku porównawczego - sztuczna inteligencja radzi sobie wyraźnie lepiej niż w poprzednim PES-ie. Nasi wirtualni rywale potrafią zagrać zabójcze zagranie z rogu, szybko kontratakują, a dzięki skutecznym, długim podaniom mogą dość łatwo wylądować pod naszą bramką. To nieźle podkręca emocje, zwłaszcza, gdy dodamy, że nowy Pro Evolution Soccer jest także bardziej kontaktowym tytułem. Zawodnicy wyraźnie grają agresywniej: zastawiają dobre okazje do strzału, przeszkadzają w utrzymaniu piłki i manewrowaniu po boisku. Wydawałoby się, że zwiększenie “fizyczności” negatywnie wpłynie na płynność rozgrywki, że gra stanie się wolniejsza i jakby przyciężka. Nic z tych rzeczy. Konami złapało po prostu odpowiedni balans: w odpowiednich momentach potrafi być ostro, ale ogólny rytm gry jest płynny i daje dużo satysfakcji.

    Czy zwiększenie kontaktowości sprawia, że nowy Pro Evo mocniej promuje zawodników silnych fizycznie? Rzeczywiście, gracze tacy, jak Paul Pogba czy Nemanja Matić mogą stać się prawdziwymi taranami, jeśli umiejętnie wykorzystamy ich potencjał. W bezpośrednich starciach, w walce jeden-na-jednego o piłkę czujemy ich moc: przepychają przeciwników tak na ziemi, jak i w akcjach powietrznych. Na szczęście mniejsi gracze też mają parę sztuczek do dyspozycji - są szybsi, lepiej wymijają oponentów. To wysokie zróżnicowanie otrzymujemy przy niewielkim wysiłku - tak naprawdę do zastosowania wielu technik używamy jedynie odpowiedniego wychylenia lewej gałki pada - obeszło się bez wprowadzania skomplikowanych kombinacji klawiszowych.

    Master League, czyli odpowiednik trybu kariery z FIFY, zaliczył całościowe odświeżenie. Wreszcie czujemy się jak manager drużyny - podejmowane przez nas decyzje mają jednoznaczny wpływ na zespół, zawodnicy nabrali nieco życia i nawet system transferów został lepiej rozwiązany. Nadal brakuje możliwości bezpośrednich negocjacji z graczem, a nie tylko z jego klubem, ale miłym dodatkiem jest specjalne fetowanie głośnych przejść. Po wykupieniu ważnego gracza otrzymujemy cut scenkę z czymś w rodzaju konferencji prasowej - nie ma to może znaczenia dla samej rozgrywki, niemniej - jakoś podkręca imersję. Czujemy - i nawet widzimy - że nasze decyzje mają realny wpływ na otaczający nas piłkarski świat.

    Kontaktowa gra w strugach deszczu

    PES 2016 wprowadza “zaawansowany system kolizji” oraz oferuje trzy razy więcej animacji niż jego zeszłoroczna odsłona. To sprawia, że patrzy się na niego zdecydowanie przyjemniej: od zderzeń dwóch zawodników, przez widowiskowe akcje powietrzne, po ładne zbliżenia i kadrowania po strzeleniu gola. To świetnie wyglądająca gra. FIFA nadal oferuje nieco większą różnorodność - tegoroczna edycja konkurencyjnej serii wprowadza np. do gry kobiece drużyny oraz cały zestaw nowych animacji i wymodelowanych zawodniczek - ale PES nieźle nadrobił dystans do rywala. Przepaść między męskimi zespołami została wyraźnie zasypana. Można nawet powiedzieć, że pod względem widowiskowości rozgrywki, konkurencyjne serie prezentują się podobnie.

    Dobra, o oprawie wizualnej musimy powiedzieć jeszcze jedno. Czy jest ładna? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo zależy od naszej skali porównawczej. Jeśli weźmiemy na warsztat nowoczesne shootery, czyli gatunek, który zwyczajowo najmocniej chwali się graficznym bogactwem, to gry piłkarskie wypadają nieco blado. To nie jest bogactwo doznań estetycznych, jakie moglibyśmy porównać z niedawną betą Star Wars Battlefront czy nawet z nieco starszym, zeszłorocznym Destiny.

    Pewne braki widać zwłaszcza podczas ujęć kamery “z lotu ptaka” - pozornie wydaje się, że w ciągu ostatnich lat gry piłkarskie niespecjalnie się zmieniły, a nowy PES graficznie niewiele różni się od swoich poprzedników. To jednak nieco błędna optyka: po pierwsze, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko sportowy gatunek - a nie gry w ogóle - to zobaczymy, że jednak dokonano postępu. Z roku na rok te produkcje wyglądają lepiej, a zmiana w tegorocznym Pro Evo wynika przede wszystkim z wprowadzenia szeregu nowych animacji - pisaliśmy o tym powyżej. Miłym dodatkiem jest także dodanie dynamicznego systemu pogodowego - podczas meczu może zacząć padać deszcz. Murawa staje się wilgotna, strugi wody ciekną po modelach naszych zawodników. Ciekawe urozmaicenie, które już dawno powinno trafić do gier piłkarskich. Dobrze, że wreszcie jest w PES-ie.

    W większej skali, przy szerszych ujęciach kamery, nie jest to mocno odczuwalny postęp, ale gdy trafimy na ładne zbliżenie, to stwierdzimy, że fizyka ciał zawodników jest bardziej naturalna niż kiedykolwiek, a ich modele, mimika twarzy i rysujące się na nich emocje, prezentują się pierwszorzędnie. Co z tego wynika? W zasadzie co roku piszemy, że “tegoroczna edycja tej serii wygląda lepiej niż kiedykolwiek” i to zwykle jest prawda. Proces rozwoju graficznego zachodzi dość powolnie, trudno też powiedzieć czy gry sportowe kiedykolwiek przeskoczą przepaść, jaka dzieli je od najładniejszych produkcji na rynku. Może po prostu shootery zawsze będą bardziej widowiskowe. Powiedzmy zatem jedynie, że PES 2016 wygląda świetnie jak na grę piłkarską i w ciągu następnych dwunastu miesięcy to stwierdzenie pozostanie prawdziwe. Po tym czasie na rynku pojawi się pewnie PES 2017 i będziemy musieli zweryfikować ten sąd.

    FIFA czy PES?

    Skoro jesteśmy już przy wątku porównawczym: postanowiłem na próbę odpalić zeszłorocznego Pro Evolution Soccera, by zobaczyć, czy rozgrywka z “szesnastki” rzeczywiście mocno się zmieniła. I wiecie co? To jest odczuwalne. Graficznie wyglądają podobnie, ale płynność, precyzja i czysta przyjemność, jaka płynie z gry, jednoznacznie wskazują na wybór nowszej z produkcji Konami. To po prostu lepiej zrealizowana mechanika rozgrywki: wystarczy odpalić, nieco pobiegać po boisku, zagrać parę akcji i już wiemy, że PES 2016 sprawuje się po prostu lepiej.

    Co z nową FIFĄ? Tu wchodzimy już na niebezpieczne terytorium, bo wybór serii zależy pewnie od osobistych preferencji. Od razu powiem, że doceniam wprowadzenie kobiecych drużyn w nowej produkcji ze stajni EA. To świetny ruch, który może sprawić, że więcej osób będzie się w przyszłości cieszyło wirtualnymi, piłkarskimi emocjami. Tylko, że jeśli pominiemy ten ważny aspekt społeczny, to - kawa na ławę - w PES-a 2016 gra się po prostu lepiej. FIFA oferuje nam żeńskie zespoły, szerszą pulę licencjonowanych drużyn, nawet więcej animacji zawodników - widać, że za tą serią stoi potężniejszy budżet. Jednak Pro Evo jest szybsze, bardziej płynne i intensywniejsze - to lepsza symulacja piłki nożnej. Japończycy nie mogą rywalizować finansowo z EA, więc cały nacisk położyli na dopieszczenie mechaniki rozgrywki. Efekt jest taki, że PES 2016 jest lepszą grą niż jego konkurent. Oczywiście, raz jeszcze dodam, że to zdanie mocno subiektywne - najlepiej odpalić nowe iteracje obu serii i samemu przekonać się, która mechanika gry bardziej nam odpowiada.

    Wróćmy jeszcze na chwilę do tematu licencjonowania. Nie od dziś wiadomo, że Konami generalnie ma uboższe portfolio znanych twarzy, logotypów i miejsc od konkurencyjnego EA. Pojawiło się jednak ciekawe obejście tego problemu - edycja z PlayStation 4 pozwala nam na wgrywanie obrazków. Innymi słowy: możemy własnoręcznie stworzyć wygląd pewnych zawodników, nawet jeśli ich barwy nie załapały się na listę licencjonowanych materiałów. Oczywiście, nie każdy ma czas i chęci do zabawy wizualnej, ale z pomocą przychodzi nam świetna społeczność tej serii. Wystarczy, że odpalimy stronę internetową w rodzaju PES World i już możemy cieszyć się zestawem grafik z Bundesligi albo z Premier League. To ciekawy i kreatywny sposób na obejście problemu z brakiem licencji - brawa dla Japończyków za pomysłowość i dla fanów za pracę, którą dla nas wykonali.

    Nowa nadzieja

    Ostatni rok nie był najlepszy dla Konami. Cała ta afera z Hideo Kojimą przy okazji Metal Gear Solid V: The Phantom Pain, zamknięcie ambitnego projektu Silent Hills, przy którym miał pracować reżyser Guillermo del Toro i usunięcie jego świetnego demka P.T. z PlayStation Store, wreszcie - wypowiedź jednego z managerów, który stwierdził, że firma ma odtąd działać przede wszystkim na rynku gier mobilnych i odpuścić sobie duże produkcje. Wydaje się, że afera goniła aferę. Te perturbacje jednak ominęły serię gier piłkarskich. Trudno powiedzieć, czy jeszcze zobaczymy nową, dużą odsłonę cyklu Silent Hill czy Castlevania, ale PES-y z nami najpewniej zostaną. Co ważne, tegoroczna odsłona jest po prostu świetną produkcją, więc możemy mieć nadzieję, że PES 2017 będzie jeszcze lepszy. Na razie mamy dwanaście miesięcy na nacieszenie się Pro Evo 2016 - jedną z najlepszych gier piłkarskich w historii.

    Ocena: 9/10

    Jednym zdaniem: Konami postawiło przede wszystkim na rozgrywkę: nowy PES jest szybki, dynamiczny i niezwykle satysfakcjonujący.




    Komentarze

    Ten artykuł skomentowano 0 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.




    Ten artykuł skomentowano 0 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.


    Pseudonim
    E-mail
    Treść Dostępne tagi: [cytat][/cytat], [url=http://][/url]
    Przepisz poprawnie podane słowa mnustwo orkuw